JAK (NIE)ZWIEDZAĆ GOZO W JEDEN DZIEŃ

Sama nie wiem, czy wybrany przez nas sposób zwiedzania Gozo był dobry czy nie. Zwiedzanie wyspy komunikacją publiczną od początku nie wchodziło w grę. Najciekawsze atrakcje znajdują się bowiem w różnych częściach wyspy, więc żeby dojechać z jednej do drugiej konieczna byłaby przesiadka w Victorii, a autobusy nie jeżdżą tam nie-wiadomo-jak-często. Teraz wiem, że lepiej byłoby wypożyczyć skuter na Malcie na jeden dzień dłużej i po prostu przewieźć go promem, ale jakoś na etapie planowania podróży pomysł skorzystania z zielonego autobusu GozoSightseeing wydawał mi się w naszej sytuacji najkorzystniejszy.

SAMSUNG CAMERA PICTURESAutobusy te odjeżdżają z portu Mgarr na Gozo co 45 minut i zatrzymują się przy najważniejszych atrakcjach wyspy. Jeśli ktoś chce spędzić w danym miejscu więcej czasu, może wysiaść z autobusu i po 45 minutach (lub odpowiedniej wielokrotności tego czasu) wsiąść na tym samym przystanku do następnego (tzw. hop on, hop off), wszystko w ramach jednego biletu.

Z „rozkładu jazdy” (www.maltasightseeing.com) wybraliśmy zatem miejsca, gdzie chcemy się zatrzymać na dłużej i autobusem komunikacji publicznej ruszyliśmy z Mellieha do portu w Cirkewwa, skąd odpływa prom. Przy wejściu do budynku od razu zaczęli nas zaczepiać „promotorzy” GozoSightseeing, więc zainteresowałam się tematem. Okazało się, że sprzedają bilety taniej niż w Gozo – nastawiliśmy się na wydatek 17€ za osobę, podczas gdy oni bilety sprzedawali po 10€. Osób w zielonych koszulkach chodziło tam tyle, że mało prawdopodobne wydawało się nam, by był to przekręt. Skorzystaliśmy zatem z promocji.

SAMSUNG CAMERA PICTURESW kasach nabyliśmy bilety na prom (5€). Co prawda w Cirkewwa nikt biletów nie sprawdza, ale na Gozo są już one potrzebne. Po 30 minutach przyjemnego rejsu wysiedliśmy w Mgarr. Znalezienie zielonego autobusu nie było trudne. Przy wejściu do środka obsługa rozdaje słuchawki, z których można skorzystać, jeśli chce się posłuchać opowiadań automatu o historii Gozo (początkowo słuchaliśmy opowiadań po angielsku, jednak później przypadkowo trafiliśmy na język polski, czego się nie spodziewaliśmy). Od razu ruszyliśmy na dach autobusu, udało nam się jeszcze znaleźć tam wolne miejsca. Po chwili podeszła do nas kobieta w celu sprawdzenia biletów. Dałam jej zatem kwitek, który dostałam od chłopaka w Cirkewwa, potwierdzający uiszczenie opłaty 20€, a ona wydrukowała paragon o wartości 34€. Nadal nie rozumiem za bardzo, skąd ta różnica w cenie, ale nie przeszkadzało nam to cieszyć się z oszczędzonych 14€.

W końcu ruszyliśmy. Pierwszą atrakcją na liście było Maritime Museum, ale jakoś nie zauważyłam, żeby kierowca się przy nim zatrzymał. Kolejna była Ramla Bay i tu przeżyliśmy pierwsze rozczarowanie. Mianowicie przystanek, na którym autobus się zatrzymał, był dosyć daleko i nie było z niego widać zatoki. Kierowca jedynie wysadził osoby, które chciały wysiąść, zawrócił i ruszył w dalszą drogę. Byliśmy przekonani (bo tak czytaliśmy), że autobus zatrzymuje się przy wszystkich punktach z listy chociaż na chwilkę, żeby rzucić na nie okiem i zrobić parę zdjęć. Tak się jednak nie stało.

Następna była Savina Creativity Centre, gdzie można m.in. poznać tradycyjne smaki Gozo oraz obejrzeć proces wytwarzania tradycyjnego rękodzieła. Tu z kolei, wbrew rozpisce, którą znalazłam na stronie, autobus zatrzymał się na około 15 minut (za to nie zatrzymał się przy Calypso Cave, ale o tym później).

8148752-Ta-Kola-Windmill-0Przy kolejnej atrakcji chcieliśmy zatrzymać się na dłużej – megalityczna świątynia Ġgantija i młyn Ta’Kola. Do świątyni co prawda nie chcieliśmy wchodzić, gdyż na Malcie odwiedziliśmy kompleks świątyń Mnajdra i Hagar Qim, ale interesował nas młyn. Gdy go odnaleźliśmy, przeżyliśmy kolejne rozczarowanie. Wiatrak był rozebrany, gdyż trwał jego remont i z zewnątrz wyglądał tak mizernie, że nie zdecydowaliśmy się wejść do środka. Dla zabicia czasu w oczekiwaniu na kolejny zielony autobus poszliśmy za to na lody.

Dalej niestety nie było lepiej…

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Kolejnym punktem na liście była jaskinia nimfy Kalipso. Z miejscem wiąże się ciekawa legenda, gdyż w tym miejscu ponoć nimfa przez 7 lat więziła Odyseusza, chcąc uczynić go swoim nieśmiertelnym mężem. Odyseusz został wypuszczony dopiero po interwencji Zeusa. Cóż… czytając taką historię doszliśmy do wniosku, że tej atrakcji nie można pominąć. Zatem gdy autobus zatrzymał się przy atrakcji, zdecydowaliśmy się wysiąść – wbrew rozpisce, autobus nie zatrzymał się tu na 10 minut, tylko odjechał od razu. Mieliśmy zatem do dyspozycji kolejne 45 minut. Dotarliśmy do punktu widokowego, skąd rozpościera się piękny widok na Ramla Bay. Po 10 minutach zastanawiania się, gdzie jest ta cholerna jaskinia, postanowiliśmy zapytać o drogę panią sprzedającą zakąski i napoje w budce przy parkingu. Tam dowiedzieliśmy się, że jest ona zamknięta dla zwiedzających i aby zobaczyć jaskinię, trzeba się mocno wychylić na punkcie widokowym (??!!). Tak zatem uczyniliśmy, ale nic to nie dało. Widoczne było jedynie coś w rodzaju rusztowania, zapewne zabezpieczające jaskinię przed zawaleniem się. Całkowicie już załamani przebiegiem dnia, zrobiliśmy milion zdjęć biegającym w pobliżu punktu widokowego jaszczurkom, a później w budce przy parkingu zakupiliśmy po Cisku i relaksowaliśmy się pod parasolką, podziwiając widok na wyspę.

SAMSUNG CAMERA PICTURESGdy zielony autobus w końcu przyjechał, okazało się, że kierowca dał pasażerom 6 minut czasu na punkt widokowy – szkoda że poprzedni kierowca tak nie postąpił, bo 6 minut to wystarczający czas na tą „atrakcję”.

SAMSUNG CAMERA PICTURESPojechaliśmy zatem dalej. Kolejnymi przystankami były miasteczko na wybrzeżu Marsalforn i stolica Gozo – Victoria. Nie zdecydowaliśmy się wysiąść w żadnym z tych miejsc, gdyż na „plażowanie” wybraliśmy inne miejsce, a Victorię chcieliśmy zostawić na sam koniec. Ciekawą atrakcją, którą można podziwiać z autobusu (może nie samą atrakcją, ale związaną z nią historią) jest znajdujący się w pobliżu Marsalforn pomnik Jezusa na wzgórzu Saviours. Dawno temu Gozo pogrążyło się w ciemnościach. Po 3 dniach, którą miejscowa ludność spędziła na modlitwach, na wzgórze Saviours padł pierwszy promyk słońca i aby uczcić to wydarzenie, zdecydowano się postawić tam pomnik. Niestety w czasie naszego pobytu był on cały obłożony rusztowaniami i prawie nie było go widać.

SAMSUNG CAMERA PICTURESPierwszą atrakcją, która wywarła na nas wrażenie, było położone na odludziu Sanktuarium Ta’ Pinu. Do przepięknej bazyliki przybywają rzesze pielgrzymów wierzących, że miejsce ma moc uzdrawiania. Budynek wzniesiono w miejscu szesnastowiecznej kaplicy, po tym, jak miejscowa ludność usłyszała dochodzące z kaplicy głosy. Głos wzywał do modlitwy, a te spowodowały ozdrowienia kilku ciężko chorych mieszkańców. Budynek bazyliki jest stosunkowo młody, gdyż wzniesiono go w XX wieku.

SAM_2582Wkrótce nadszedł czas na najbardziej oczekiwaną przez nas atrakcję, czyli Azure Window (Lazurowe Okno). To miejsce w cudowny sposób rozmyło wszystkie wcześniejsze rozczarowania. Widok zdecydowanie warty jest poświecenia mu 45 minut, albo nawet i więcej. Ponadto jest to jedno z popularniejszych miejsc dla nurków, ale również inni mogą dostać się niemal do podstaw skalnej formacji i tam popływać, a nawet rozłożyć kocyk.

SAMSUNG CAMERA PICTURESNie zauważyłam, żeby kierowca autobusu, do którego wsiedliśmy pod Azure Window, zatrzymał się przy kolejnym punkcie z listy – miastem Fontana (z ponoć ciekawą kamienną pralnią), przez co prawie przegapiliśmy nasz następny przystanek – Xlendi Bay. Tam bowiem zaplanowaliśmy dłuższą przerwę na wylegiwanie się na słońcu na skalistym wybrzeżu.

SAM_2633bPo półtorej godziny wróciliśmy na przystanek, żeby złapać kolejny zielony autobus i dostać się do ostatniego punktu naszej wycieczki – Victorii. Co prawda na liście były jeszcze 2 punkty: Xewkija i powrót do portu w Mgarr, jednak jak dla nas ostatni autobus wracał do portu trochę za wcześnie, więc z Victorii do portu planowaliśmy wrócić autobusem komunikacji publicznej.

SAMSUNG CAMERA PICTURESWedług przewodnika, w Victorii najważniejszym punktem jest cytadela, w której murach mieszczą się najważniejsze atrakcje stolicy: muzeum archeologiczne, folklorystyczne, muzeum natury i więzienie. Niestety cytadela okazała się jednym wielkim placem budowy. Głównego jej punktu – Katedry Św. Marii, nie udało nam się zobaczyć od środka, gdyż akurat trwała tam msza. Pozostałych atrakcji natomiast nie udało nam się znaleźć (pomimo, że były do nich drogowskazy), być może po 17:00 były już zamknięte, albo przez prowadzone tam remonty. Ponieważ jednak cytadela położona jest w najwyższym punkcie miasta, podziwiać z niej można widok na znaczną część wyspy.

Spacer po ogromnej cytadeli zajął nam sporo czasu, więc do Mgarr dotarliśmy dopiero po zmroku. Tam aplikacja Google Maps pomogła nam dotrzeć do polecanej w przewodniku restauracji – Ta’ Tona przy Triq Manoel de Vilhena 16/17. Wszystko, co nam tam podano, było po prostu wyśmienite, a ceny nie odbiegały od tych w innych restauracjach, gdzie zdarzało nam się jeść na Malcie. Trzydaniowy obiad i butelka domowego wina kosztowały nas tam 37€: na przystawkę otrzymaliśmy standardowo chlebek z masłem i bruschetty, jako danie główne zamówiliśmy przepyszny makaron Gozitano, składający się głównie z lokalnych przysmaków wyspy, oraz wyśmienitego miecznika (podanego w formie dzwonka) z pieczonymi ziemniaczkami i surówką, a na deser równie niesamowite krem a’la brulee oraz mus jabłkowy z kruszonką i gałką lodów waniliowych. Był to najlepszy posiłek, jaki zjedliśmy w czasie całego naszego pobytu na Malcie, a tym samym idealne zakończenie naszej przygody z Gozo.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s